<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Era Bleacha</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl</link>
<description> Era Bleacha</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10800#p10800</link>
<guid isPermaLink="false">10800@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Yhy zgadza się]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 19 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 19 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Lasek</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10784#p10784</link>
<guid isPermaLink="false">10784@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Argumenty rozmówczyni Hoffmana skupiały jego uwagę niczym sinusoida - najpierw znalazła się w zenicie, po czym równie szybko opadła. W normalnych okolicznościach zaprzeczyłby temu, z czym się nie zgadzał, nawet kosztem dobrych manier, wcinając się w słowo rozmówcy, a obecnie nie zgadzał się zupełnie z utożsamianiem swojej osoby z jakąkolwiek stroną konfliktu, czy też nastawiania się wrogo do innej ,,dla zasady&quot;. Jednak teraz, być może z uwagi na wcześniejsze słowa, którymi Shikage zahipnotyzowała jego umysł, być może ze względu na to, iż trochę dojrzał przez te wszystkie lata, tym razem postanowił nie przerywać, i wysłuchać argumentów do końca. Nie zawiódł się. Sinusoida znów odbiła w górę, tuż po ponownym ujrzeniu jej twarzy. Jednak jej słowa nadal go bolały. Ponownie, w innych okolicznościach nie pozwoliłby na taką zniewagę byłej przywódczyni, do której był tak bardzo przywiązany, jednak był to dla niego czas, w którym potrafił się zgodzić z tym, iż bolesne słowa prawdy mogą mu wyjść na dobre. Z kolei wyrażanie o jego roli na pierwszej linii walki, z pewnością połechtałyby jego ego w jeszcze niedalekiej przeszłości. Teraz jednak, tego typu pochwały były dla niego kompletnie bezwartościowe, choć przypomniały mu po raz kolejny zapomnianą chwałę, którą się tak w przeszłości upijał, przez co na jego twarzy pojawił się lekki, niewidoczny uśmiech.<br />- <strong><span style="color: purple">,,Szeregi potrzebują symbolu&quot;, ,,...potrzebują przywódcy&quot;, hmm?</span></strong> - powtórzył - <strong><span style="color: purple">Faktycznie, trudno się z tym nie zgodzić. Pięknie się wypowiadasz, jednak nadal nie rozumiem do czego zmierzasz. Sugerujesz, że to ja powinienem objąć przywództwo? Wolne żarty...</span></strong><br />Przerwał na chwilę, aby zebrać myśli, a na myśl o samej propozycji, na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech zrezygnowania, w reakcji na niedorzeczną propozycję.<br />- <strong><span style="color: purple">Nie nadaję się na przywódcę. Jestem żołnierzem. Tnę, ranię, odbieram życia. W tym jestem najlepszy. A właściwie byłem. Całe swoje życie służyłem i wykonywałem rozkazy. To, jest moim przeznaczeniem. Nie nadaję się do ich wydawania. Poza tym, nie mógłbym się sprzeciwić obecnej przywódczyni. Złożyłem jej przysięgę wierności, podobnie jak poprzedniej, podobnie jak klanowi Miyamoto...</span></strong> - kończąc lekko opuścił głowę<br /><em><span style="color: purple">Ale czy na tym świecie, wśród tylu rzeczy, wartości, które straciły swoje znaczenie, przysięga jeszcze cokolwiek oznacza?</span></em> - pomyślał lekko załamany<br />Jego głos nie brzmiał pewnie. Wbrew wzniosłej tematyce jaką poruszał, jego początkowo ożywiony głos ponownie wyblakł do beznamiętności.<br />- <strong><span style="color: purple">Do tego ,,ładem&quot;? Ja? Nie wiem czego się o mnie nasłuchałaś, ale z pewnością nie mogło to być wiarygodne źródło. Powiem jeszcze raz - ja jestem stworzony do niszczenia, nie budowania. Zresztą, raz już mi się zdarzyło dowodzić oddziałem. Miałem pod sobą 10-cioro ludzi. Wiesz co się z nimi stało? Wszyscy nie żyją.</span></strong> - zatrzymał się na chwilę, pozwalając wybrzmieć ostatniemu zdaniu - <strong><span style="color: purple">Przeze mnie.</span></strong><br />Po chwili chłopak się poruszył, zaczynając wolnym krokiem iść w stronę swojej rozmówczyni, zbliżając się na kolejność kilku kroków.<br />- <strong><span style="color: purple">Więc jak? Chcesz budować nową przyszłość z przywódcą, mającym w swoim dorobku jedynie stos trupów, wszechobecną nienawiść ze strony zarówno przywódców, jak i szeregowych nie tylko w obrębie własnego obozu?</span></strong><br />Kiedy wypowiedział te słowa, zamarzł, ponieważ naprowadzały one do druzgocącej go prawdy, przed którą jeszcze nigdy nie stanął. <br />- <strong><span style="color: purple">Chcesz... </span></strong> - kontynuował - <strong><span style="color: purple">... aby przywódcą buntowników został drugi Kanabo?</span></strong><br />Nie wiedział już co myśleć. Pogubił się kompletnie, zgłupiał. Kompletnie zatracił wiarę we wszystko co możliwe, próbując w tym momencie złapać się czegokolwiek, co jeszcze miało dla niego jakąś wartość.<br />Jej ostatnie zdanie ponownie wprawiło go nie tyle w zastanowienie, co chęć przemyślenia wszystkiego jeszcze jeden, ostatni raz, nawet jeśli z góry wydawało mu się, iż nadal pozostanie przy swoim zdaniu, i nic nie zdoła skłonić go do jego zmiany.]]></description>
<pubDate>Niedziela 21 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 21 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Lasek</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10783#p10783</link>
<guid isPermaLink="false">10783@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Zatrzymała się w pół kroku, powstrzymując kącik ust od uniesienia się w górę. <br />- <strong>Nie sądzę, że są rzeczy wieczne. Ale zamiast pustego gadania o mijających milleniach, których nie zobaczymy na oczy, proponowałabym skupić się na tym, co jest tu i teraz. A tu i teraz mamy samozwańczego tyrana u władzy, co do którego wszyscy dawno zgodziliśmy się, że należy go skrócić o głowę, i bandę machających mieczykami żołnierzyków, którzy biegają w kółko i żrą się o dominację między sobą, ku jego uciesze.</strong> - Odwróciła się w stronę Hoffmana, wykrzywiając wargi w wyrazie zniesmaczenia. - <strong>Zginęła pierwsza przywódczyni, a całe towarzystwo nagle zapomniało o zamordowanych pobratymcach i zbrodniach popełnionych przez głównodowodzącego. Zbuntowali się żeby się przed nią popisać, a skoro martwa nie pogłaska po głowie, zatem można zarzucić całą sprawę i zignorować jej pobudki? Ciężko mi w to uwierzyć. Każdy z nas sprzeciwił się tyranii z jakiegoś powodu. Zniknął jednak symbol, który o tym przypominał. A szeregi potrzebują symboli. I potrzebują przywódcy. </strong> - przekrzywiła głowę, przerywając na chwilę.<br />-<strong> Jestem skrytobójcą. Nigdy nie byłam kimś, kto może wieść tłumy. Moje zdolności nadają się do zabezpieczania tyłów. Jedynak ktoś taki jak Ty, to już zupełnie coś innego. Jesteś wręcz stworzony do tego, by stać na pierwszej linii, jako jeden z takich symboli. I jednocześnie masz na tyle mocy, by wychodzących przed szereg złapać za mordy i zawrócić na miejsce. Sam powiedziałeś, że potrzeba nam ładu. Mógłbyś być czynnikiem który go utrzyma. Chcę zebrać grupę, która będzie stanowić rdzeń, skupiający wokół siebie resztę, a następnie skoordynować nasze akcje. Bo jeśli czegoś szybko nie zrobimy, to równie dobrze możemy złamać swoje katany. </strong>- Spojrzała na niego, szukając jakiejkolwiek reakcji. Westchnęła, po chwili zaczynając ciszej.<br />- <strong>Może i czas wszystko zmaże. Nigdy nie twierdziłam, że nie jesteśmy pyłkami we wszechświecie. Ale mam zamiar wydrzeć z niego tyle, ile tylko będę w stanie, bo nawet czas mi tego nie odbierze. Jestem nikim więcej i nikim mniej, niż tym, na co wystarczy mi odwagi, panie Moritsu.</strong>]]></description>
<pubDate>Niedziela 21 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 21 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10782#p10782</link>
<guid isPermaLink="false">10782@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Do momentu, w którym dziewczyna postanowiła oddalić się o parę kroków, chłopak wciąż patrzył na nią wyłupiastymi oczami, z niedowierzania. W końcu jednak jego rozmówczyni oddaliła się, a jego podejrzliwość znów dała o sobie znać.<br /><em><span style="color: purple">Oddala się... więc jednak coś knuje? Lepiej być ostrożnym.</span></em><br />- <strong><span style="color: purple">,,Z kim walczę&quot;?</span></strong> - powtórzył za dziewczyną<br />Kiedy chwilę później zadała pytanie odnośnie jego poczynań, on natychmiast ocknął się z błogostanu, momentalnie przypominając sobie o widmie śmierci, jakie nad nim czyhało, i które przez pojawienie się postronnej osoby tuż obok - przeniosło się również na nią. Zadziwiony tym jak długo jego przeciwnik nie odpowiadał żadnym atakiem, tym bardziej zaniepokoił się nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale i o to nieznajomej kobiety. W końcu nawet jeśli miał podejrzenia co do jej wielkiej i niebezpiecznej dla niego mocy, nie mógł mieć pewności, iż nie jest zupełnie inaczej, a przypadkowy, zabłąkany w przestrzeni atak, mógłby jej wyrządzić poważną krzywdę. A Hoffman wiedział, że taki atak niedługo nadejdzie.<br />W związku z tymi przemyśleniami powstał. Rękojeść, którą przez cały czas dzierżył w swojej dłoni dopiero teraz odkryła przed zielonooką shinigami nagie ostrze. Niebezpiecznie zbliżał się w jej kierunku, przyspieszonym krokiem. <br />- <strong><span style="color: purple">Powinnaś stąd odejść. Natychmiast!</span></strong> - być może była to kwestia niefortunnego doboru słów, być może nie do końca przemyślanego sposobu wyrażania myśli, jednak ciężko było określić, czy słowa chłopaka nosiły w sobie znamiona wrogiej groźby, czy też zatroskanego ostrzeżenia. Z pewnością, trzymane w ręce, obnażone ostrze nie łagodziło sytuacji. Pewnym jednak było, iż czuje się poganiany przez czas w agresywny i bezlitosny sposób<br />Kiedy chłopak zbliżył się już na odległość zaledwie kilku kroków, zdawał się chcieć coś powiedzieć, a mówiły o tym jego na wpół otwarte usta. Jednak coś, a raczej ktoś, mu w tym przeszkodził.<br />- <strong><span style="color: #660033">Nie, to nie jest raj. Trafiłeś w najgłębsze czeluści piekieł...</span></strong> - odezwał się nieznany, kobiecy głos<br />Następstwem tych słów był pojawiający się, jaskrawo biały promień, mknący wprost w kierunku Hoffmana i stojącej obok niego dziewczyny, któremu w chwili pojawienia się towarzyszył odgłos wystrzału z broni palnej. <br />Chłopak kiedy tylko usłyszał ten charakterystyczny, kobiecy głos, od razu wyczuł zbliżające się szybkimi krokami niebezpieczeństwo. W momencie pojawienia się ataku, niewiele myśląc, podbiegł czym prędzej do zielonookiej, i nie wyhamowując, rzucił się na nią, chcąc paść razem z nią na ziemię, aby uniknąć niebezpiecznego ataku.]]></description>
<pubDate>Niedziela 21 Maj</pubDate>
<comments>Niedziela 21 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Lasek</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10781#p10781</link>
<guid isPermaLink="false">10781@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Hoffman był nastawiony kompletnie obojętnie do tej rozmowy. Nie, nie tylko do niej. Od początku swojego pobytu w tym miejscu był nastawiony obojętnie do wszystkiego - do otaczających go drzew, liści, całej natury, do ludzi, wszystkich ludzi, do obcowania ze swoim zanpakutou, do bitew, do wojen, czy wreszcie do rozmowy z dopiero co przybyłą kobietą. Jednak jej niepozorne słowa zachwiały jego emocjonalną obojętnością, której tak kurczowo się teraz trzymał, a pierwszą oznaką ów wytrącenia z tej równowagi były jego marszczące się brwi, już po pierwszych jej słowach.<br /><em><span style="color: purple">,,Purpurowy Kieł Bólu? Chyba nie nadążam...</span></em> <br />W normalnych okolicznościach, chłopak zapewne głowiłby się nad znaczeniem, które jak mniemał kryło się za tym nazewnictwem. Jednak nie tym razem.<br />Słowa o kundlu z kolei, ponownie - ,,w normalnych okolicznościach&quot; - znów wzbudziły by u niego emocje. Z pewnością nie pozwoliłby sobie na taką zniewagę, a jego ręka z przyzwyczajenia, odruchowo drgnęła w kierunku rękojeści, jednak teraz? Obecnie, po przemyśleniu raz jeszcze wypowiedzianego przez nią zdania, jego emocje również zagrały swoją rolę w umyśle, jednak były to zdecydowanie innego rodzaju emocje niż te, których można by w takiej sytuacji od niego oczekiwać. Jego dusza zaśmiała się smutnym głosem na tą drobną chwilę, odnajdując bolesną prawdę w tym porównaniu.<br />Jednak to zdanie wywarło na nim zdecydowanie ważniejsze wrażenie niżeli tylko drobną zmianę nastroju. Bowiem dzięki temu sprytnemu ,,ukłuciu&quot; w czuły punkt jego duszy, dziewczyna zaskarbiła sobie jego atencję na dalszą część rozmowy. Dlatego też od teraz słuchał kolejnych słów nieznajomej z wyostrzoną uwagą. W pewien, abstrakcyjny i wciąż raczkujący sposób, w jego głowie pojawiła się myśl, jakoby ta kobieta miała mu przynieść ze sobą jakąś objawioną prawdę, której on nie dostrzegał. W końcu raz już jej słowa poruszyły jego serce, zatem z w jego rozumieniu z pewnością zasługiwały na większą uwagę niż tą, którą okazywał uprzednio. Postanowił uchylić więc nieco rąbka tajemnicy, aby przekonać się jak było naprawdę.<br />- <strong><span style="color: purple">Czekaj.</span></strong> - zawołał wciąż jeszcze beznamiętnym i obojętnym głosem - <strong><span style="color: purple">Skoro uważasz, że tak dobrze rozumiesz całą sytuację, to może opowiesz coś więcej o tym ,,celu&quot;, którego jak uważasz - nie dostrzegam ani ja, ani reszta zgromadzonych w świecie żywych shinigami?</strong></span><br />Po chwili przerwy kontynuował.<br />- <strong><span style="color: purple">Pamiętam doskonale swoje powody. Pamiętam o swoich ideałach, o krwi przelanej za cudze wartości, i zemście za poległych braci - równie bezsensownej co cała reszta powodów do zabijania. </span></strong> - lekko opuścił głowę, nie chcąc teraz patrzeć na twarz kobiety - <strong><span style="color: purple">Pamiętam też zacierający to wszystko czas...</span></strong><br />- <strong><span style="color: purple">Tak!</span></strong> - Ponownie uniósł głowę, spoglądając najpierw na Shikage, a następne na jego towarzyszkę, która chwilę później obdarowała go lekkim uśmiechem - <strong><span style="color: purple">Czas zaradzi wszystkiemu. Czas wyleczy rany. Czas zamaże ideały, wszelkie istnienie, i powody do walki. Tak jak i moje. Teraz już wiem, że ideały to domena słabych. Dlatego też nigdy więcej nie dam się przez nie oszukać. A Ty? Pomimo tego wszystkiego twierdzisz, że widzisz coś, co znajduje się ponad czasem?</strong></span>&nbsp; - zapytał ponownie kierując swoją twarz w kierunku Shikage]]></description>
<pubDate>Sobota 20 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 20 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10780#p10780</link>
<guid isPermaLink="false">10780@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Spojrzała na niego i nie mogła powstrzymać uśmiechu. Nie wiedziała kim on był ale wyraz twarzy jaki teraz miał był nad wyraz śmieszny<br /><strong>- Nie... Nic Ci nie jest?... Jesteś z SS?</strong><br />Szybko się opamiętała. Tak samo jak on wziął ją za potencjalne zagrożenie, ona też go tak potraktowała. <em>Głupia! A jeżeli to zasadzka?!</em> Od sunęła się od niego na parę kroków i rozejrzała po okolicy. <em>Nie no... Cisza... Więc nie jest z grupy zwalczającej?</em> W dalszym ciągu oczekiwała odpowiedzi patrząc na niego teraz uważnie. Lustrowała każdy jego, nawet najmniejszy ruch. Wyglądała jakby czaiła się do ataku gdy tyko miałaby zajść taka potrzeba.<br /><strong>- Co tu robisz? Z kim walczysz?</strong><br />Nie wytrzymała w końcu tego. Musiała zadać te pytania i jakby na zawołanie przypomniało jej się o jego przeciwniku. Rozszerzyła więc świadomość starając się wyczuć jakiekolwiek reiatsu.]]></description>
<pubDate>Sobota 20 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 20 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Lasek</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10779#p10779</link>
<guid isPermaLink="false">10779@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Kobieta słuchała pozwalając, by jej twarz pozostała bez wyrazu. Pod koniec jego tyrady pokręciła głową jakby z zawodem. <br />- Rozczarowuje mnie pan, panie Moritsu. Spodziewałam się zobaczyć Purpurowego Kła Bólu, a widzę kolejnego skamlącego po próżnicy kundla, który stracił nogę, do której może przylgnąć. - Choć słowa były ostre, to ton nie miał w sobie obelżywej zjadliwości. <br />- Tracisz swój cel z oczu podobnie jak reszta tamtej chałastry. Ty też&nbsp; już nie pamiętasz, po co opowiedziałeś się po tej stronie, mam rację? - Beznamiętnie wzruszyła ramionami, odwracając się plecami i zerkając na niego tylko kątem oka. - Nie przyszłam proponować Ci walki u ich boku. Myślałam, że nasz na tyle sily, by pomóc mi wziąć ich za mordy i zrobic z nich regularne oddzialy. Przepraszam za swoją pomyłkę. <br />Ruszyła niespiesznie przed siebie.]]></description>
<pubDate>Sobota 20 Maj</pubDate>
<comments>Sobota 20 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10778#p10778</link>
<guid isPermaLink="false">10778@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Z większej odległości chłopak zdawał się leżeć pod drzewem nieprzytomny. Szybko jednak podchodząca do niego dziewczyna mogła się przekonać o tym, iż reaguje na bodźce. Słysząc jak ktoś do niego podchodzi spokojnym krokiem, jego ucho drgnęło, a w głowie momentalnie wyostrzyła się czujność.<br /><em><span style="color: purple">Zuchwałe babsko... Myśli, że tak szybko mnie pokonała? Że leżę tu nieprzytomny? Ale w porządku, niech podejdzie bliżej. Poczekam aż zacznie się napawać swoim triumfem i opuści gardę. Wtedy ją wykończę...</span></em><br />Kroki stawały się coraz bliższe, i coraz intensywniej wyczuwalne. Dłoń chłopaka subtelnie powędrowała do rękojeści katany.<br /><em><span style="color: purple">Jeszcze trochę. Podejdź jeszcze tylko kawałek... na odległość ostrza.</span></em><br />W momencie w którym chłopak miał dobyć swojej katany, poczuł szturchnięcie w ramię i usłyszał kobiecy głos - bynajmniej nie jego oprawczyni. Zdziwił się obecnością właścicielki nieznajomego mu głosu, a także przeraził konsekwencjami jej pobytu w tak niebezpiecznym czasie i miejscu. Zastanawiał się co zrobić. Nie mógł przecież od tak zmusić swojej nakręconej i upartej partnerki do zaniechania walki, nawet jeśli w okolicy pojawiła się świeża krew... zwłaszcza wtedy.<br />Ostatecznie, jak gdyby nigdy nic, powoli i troszkę leniwie uniósł swoją głowę do góry, jako niczego nie spodziewająca się i zdezorientowana ofiara całego zajścia. Jego oczom ukazała się ciemnowłosa, zielonooka piękność, a na jego usta zstąpił szeroki, błogi i głupkowaty uśmiech.<br />- <strong><span style="color: purple">Czy ja umarłem? Jestem w raju?</span></strong><br /><em><span style="color: purple">To shinigami. Bez dwóch zdań. - </span></em> - pomyślał - <em><span style="color: purple">Buntowniczka? Seireitei? Wie kim jestem? Przyszła mnie zabić? Nie, to na pewno czysty zbieg okoliczności, że znalazła się nagle tuż obok mnie, pośród tych zapomnianych przez świat drzew.</span></em> - ironizował<br /><em><span style="color: purple">W takim razie, to musi oznaczać, że przyszła tu w jednym celu...</span></em> - ukryta dla oczu kobiety dłoń na rękojeści katany zacisnęła się mocniej - <em><span style="color: purple">Nie wiem jak bardzo jest silna, ale wnioskując po tym, że ktoś ją tu wysłał, musi być to osoba z imponującymi umiejętnościami. Nie mogę jej lekceważyć...</span></em>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 19 Maj</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 19 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10777#p10777</link>
<guid isPermaLink="false">10777@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Okey. To było dziwne. Naprawdę nawet jak na nią i jej tolerowanie dziwnych zdarzeń. Coś tu bardzo mocno nie pasowało. spojrzała na chłopaka leżącego pod drzewem. Zdrowy rozsądek kazał jej się odwrócić i zniknąć zanim wpakuje się nie potrzebnie w kłopoty. Odwróciła się plecami i już już miała stawiać pierwszy krok aby odejść ale nie mogła. Po prostu i zwyczajnie. Z ciężkim sercem westchnęła ubolewając nad swoją słabością. Nigdy nie umiała zostawić potrzebującego. Ze zbolałą miną popatrzyła na mężczyznę<br /><strong>- Będę tego żałować... to pewne...</strong><br />Wymruczała do siebie i z kataną w ręku zaczęła się powoli zbliżać do miejsca, gdzie leżał Hoffman. Rozglądała się przy okazji na boki, aby chociaż w ostatnim momencie móc jakoś się obronić przed osobą, z którą on walczył. Owszem było to niebezpieczne posunięcie. Podchodzenie do leżącego na otwartej przestrzeni. Ani gdzie się ukryć, ani gdzie przyjąć strategicznego punktu. Jednak nie mogła. Miała zbyt miękkie serce, które jeszcze ostatnio zrobiło się bardziej nastawione na pomaganie innym. Cóż poradzić. Taka już była niestety. Zdrowie innych zawsze ją obchodziło. Teraz więc kiedy zbliżyła się na bezpieczną odległość lekko trąciła czubkiem katany ramię Hoffa. Trzymała się na jej długość. W końcu nie miała pojęcia czy ten ktoś jest tylko nie przytomny czy tak leży. Jeżeli byłby nieprzytomny a odzyskał by teraz świadomość mógłby ją pomylić ze swoim przeciwnikiem. A tego nie chciała. Darmowe bęcki... podziękujemy<br /><strong>- Ej... Ty... Żyjesz?...</strong><br />Jakże inteligentnie zapytanie. No ale co miała powiedzieć innego. Nic więcej jej nie przychodziło teraz do głowy]]></description>
<pubDate>Czwartek 18 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 18 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10775#p10775</link>
<guid isPermaLink="false">10775@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jeszcze przez chwilę z trudem idący chłopak, po niedługim czasie z powrotem wrócił do pełni sił. Widocznie to, jak ktoś lub coś strzeliło nim o drzewo, musiało rozejść się po kościach, aby ciało powróciło do swojej naturalnej sprawności. Teraz już z powrotem był sobą. W pełni sił, a nawet więcej - gotowy na drugą rundę. Pewny siebie, ścisnął mocniej dłoń na katanie, po czym przypuścił szturm w stronę otwartej przestrzeni. <br />- <strong><span style="color: purple">Zakończę to... raz na zawsze. </span></strong> - powtarzał w biegu jak mantrę, coraz bardziej znikając za gąszczem kończących się drzew - <span style="color: purple"><strong>Już nigdy więcej nie będziesz mną-</span></strong><br />Nie dokończył. Zza drzew, za którymi się znalazł niewiele było widać. Słychać było jedynie przez chwilę odgłosy zaciętej walki, jednak coś sprawiało wrażenie, że to chłopak najbardziej angażował się w walkę, podczas gdy druga strona milczała. Zupełnie tak, jakby walczył z samą, niezbyt przejętą jego poczynaniami naturą. Jednak ów natura w końcu pokazała swój pazur. Słychać było grzmot. Grzmot jak uderzenie piorunu. Cała potyczka, którą z racji błyskawicznego zakończenia trudno było określić tym mianem, zakończyła się w podobny sposób co poprzednia - tak szybko jak chłopak wybiegł z lasu ze swoją pewnością siebie na ustach, tak szybko do niego wrócił, zostając wbitym w drzewo po raz wtóry. Tym razem jednak drzewo się nie złamało. Zwyczajnie było zbyt masywne, aby taka siła mogła zrobić coś więcej niż wygnać ptactwo z gałęzi.<br />Tym razem się nie odzywał. Zaniemówił. Ciężko było stwierdzić czy to wina upokorzenia jakiego doznał, czy też braku tchu w piersiach po takim grzmotnięciu. <br />Tym razem nie podnosił głowy. W pewien sposób przypominał wręcz trupa, mimo że jego klatka piersiowa wyraźnie unosiła się do góry tylko po to, aby zaraz opaść.]]></description>
<pubDate>Czwartek 18 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 18 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10774#p10774</link>
<guid isPermaLink="false">10774@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Chinatsa również odpowiedziała uśmiechem i pochyliła się lekko udając ukłon. <br />- no to patrz, a ja akurat zlazlam ze sosny! U mnie nic nowego, żyje sobie jak włóczykij to tu to tam i podziwiam świat. <br />Na kolejne słowa dziewczyny wybuchneła serdecznym śmiechem i machnęła ręką. <br />- E tam, żadna już przywódczyni. Klan się rozpadł a i mnie nie zależy jakoś specjalnie żeby go łączyć. Żyjemy dalej...&nbsp; <br />Nie dokończyła ponieważ z oddali dobiegł głośny dźwięk. Chinatsa zmarszczyla brwi i kiwnela głową. Wiedziała kogo jej przyjaciółka ma na myśli. <br />Wzruszająca ramionami uniosła dłoń i wskazała kciukiem w miejsce, z którego dobiegał hałas. <br />- Chcesz zobaczyć czy wolisz zostać? <br />W jej głośniej nie było ani grama zainteresowania. Bylo to po prostu zwykle pytanie.]]></description>
<pubDate>Czwartek 18 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 18 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10773#p10773</link>
<guid isPermaLink="false">10773@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Tak. Przypuszczenia dziewczyny co do następnych wydarzeń się w 100% sprawdziły. Ma się w końcu to szczęście wpadania w najgorszych momentach w walkę nie? Zwłaszcza, że potem muszą cię zbierać łyżeczkami. Nie mniej jednak nieco się przestraszyła kiedy delikwent wylądował przed nią. Sama była potem zdziwiona jak szybko wyciągnęła katanę. A może to co chłopak później powiedział tak jej dało trochę do myślenia? Nie potrafiła powiedzieć dokładnie. Jedyne co to patrzyła się na mężczyznę lekko zdegustowana. Dostać bęcki od kobiety... w sumie to nie grzech ani koniec świata prawda? Jednakże poczuła się urażona. Okey. Wylądował na drzewie po drodze jedno z nich łamiąc. Mogła zrozumieć, że jej nie zauważył. Ale skoro nie chciał z nią walczyć to czemu wtedy jej nie widział. Kobiecy umysł nie był w stanie tego przyswoić. Zwłaszcza, że przed odejściem była dość rozpoznawalna w Gotei przez swoją delikatną z pozoru budowę. Teraz jednak postanowiła grzecznie przełknąć tą zniewagę jakiej się nieznajomy dopuścił i poczekać na rozwój wydarzeń. Miecz jednak pozostawiła wyciągnięty. Czemu miała się pozbawiać ochrony? To byłoby niezmiernie nieodpowiedzialnym z jej strony zachowaniem. Zwłaszcza, że przeciwnik z którym walczył wydawał się być silny. Nieznacznie przesuwała się dalej po granicy drzew chroniąc się w ich zbawiennym cieniu. Chciała wszystko lepiej widzieć ale możliwie nie być rozpoznana. I jeszcze te dwie na środku polany]]></description>
<pubDate>Âroda 17 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 17 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10772#p10772</link>
<guid isPermaLink="false">10772@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Chwilę po wybuchu i przez jeszcze dłuższy czas nie było słychać już żadnych tak głośnych odgłosów. Nagle wszystko ucichło, a zatem las powrócił do swojej naturalnej równowagi, w którym Hebi mogła się z powrotem odnaleźć. Jednak nie na długo. Po długiej przerwie ciszę przerwał nie tak głośny jak ostatnio, jednak wciąż donośny i wyraźny huk łamanego i spadającego drzewa. Sprawcą tego sabotażu, a raczej jego ofiarą był nie kto inny jak Hoffman, który z nie do końca określonych przyczyn przebił swoim lecącym w bezwładności ciałem, przeciętnej budowy leśne drzewo. Zatrzymał się dopiero na kolejnym, dosłownie kilka metrów przed Hebi. Pochłonięty ostatnimi wydarzeniami nie zauważył jej. Złapał się za bolące od uderzenia żebra po czym zaczął stawać na równe nogi, z opuszczonym w dłoni ostrzem. <br />- <strong><span style="color: purple">Zabiję ją. Zabiję tą cholerną sukę raz na zawsze. Urwę jej łeb!</span></strong> - wykrzyczał ostatnią groźbę<br />W odpowiedzi usłyszał tylko śmiech. Zadziorny i złośliwy. Dokładnie taki, którego nienawidził. Kierowany narastającą żądzą mordu, w końcu ruszył z powrotem ku otwartej przestrzeni, z której został wyrzucony. Szedł powoli, jednak wyglądał tak jakby zaraz jego stan zdrowotny miał się poprawić i jakoby miał powrócić do pełnej sprawności.<br />- <strong><span style="color: purple">Zakończę to raz na zawsze...</span></strong> - mówił dalej do siebie, znacznie spokojniej niż wcześniej - <strong><span style="color: purple">Tym razem na pewno ją pokonam...</span></strong>]]></description>
<pubDate>Âroda 17 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 17 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10771#p10771</link>
<guid isPermaLink="false">10771@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[-<strong>Złota moja milionowa! Kochana! Tak mocno za Tobą tęskniłam!</strong> <br />Piała nad Chinatsą, śmiała się i ściskała ją mocno. Miała ochotę złapać ją za ręce i skakać dookoła ale czuła, że to byłby za duży obciach. Zamiast tego po prostu się szczerzyła jak głupi do sera. I jak Stwórcę kocham ta kobieta naprawdę wyładniała.<br />-<strong>Standardowo, szlajam się i szukam rozrywek. Stwierdziłam, że przejdę boso przez świat, bo to się podobno modne zrobiło ale szpilek sosnowych nawłaziło mi w nogi i już wiem, że to rozrywka dla masochistów. A co u mojej najwspanialszej przywódczyni? </strong> <br />I jak grom z jasnego nieba rozeszło się łupnięcie. I to takie porządne łupnięcie. Okay, powiedzmy że Ayame faktycznie poczuła smród skarpetek Hoffa. Przewróciła oczami już wiedząc czego się spodziewać w ciągu kilku następnych minut. <br />-<strong>Mogę się założyć o moją ostatnią paczkę papierosów że to nie kto inny jak...</strong>]]></description>
<pubDate>Âroda 17 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 17 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Polana</title>
<link>http://www.erableacha.pun.pl/viewtopic.php?pid=10770#p10770</link>
<guid isPermaLink="false">10770@http://www.erableacha.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Chinatsa właśnie podziwiała pakujące w dół ptaka gdy usłyszała donośne wołanie gdzieś z dołu. Czyżby ktoś jeszcze był tutaj? <br />Pochyliła się, zerknęła w dół i kiedy już rozpoznała postać pomachała energicznie i zjeżdżając ze sosny niczym strażak po rurze, uśmiechnęła się radośnie. <br />Kiedy była już na dole otrzepała się z igiełek, odrzuciła włosy do tyłu i również rozwierajac ramiona podeszła do dziewczyny. <br />- No czeeeeeść Ayaaa! <br />Niemal od razu wpadła w jej ramiona i zawiesiła się na jej szyi niczym przesadnie duży łańcuszek. <br />- co tam u ciebie Ayaaa? - zaswiergotala ciągle trzymając ja za szyję i patrząc na nią z dołu. - co porabiasz? Może jakieś piwo, wino, sake? A może mała przygoda? Kogoś poturbować? <br />Chinatsa wyliczała z uśmiechem na ustach a kiedy skończyła puściła dziewczynę i cofnęła się kilka kroków.]]></description>
<pubDate>Âroda 17 Maj</pubDate>
<comments>Âroda 17 Maj</comments>
</item>
</channel>
</rss>
